Templariusze, naziści, Święty Graal, Indiana Jones. Kino przygodowe końca XX wieku z pewnością nie potrzebowało niczego więcej. Sam trochę zazdroszczę naszym ojcom ,że mogli oglądać tyle kultowych filmów w kinach, a nie widzieć je dopiero po raz pierwszy na małym tv. Szczególnie ,że reżyserowie pokroju Spielbierga byli szczególnie płodni pod tym względem i co parę lat na świat przychodził film , który momentalnie stawał się kultowym.
Tak samo było z pierwszym z filmów o Indianie Jonesie, archeologu ,którego można by teraz nazwać praktykiem. Preferującym eksplorację jaskiń (koniecznie z działającymi parosetletnimi pułapkami) , ucieczki przed autochtonami i zawsze uratowanie jakiejś naiwnej bohaterki. Momentalnie w wyobraźni widza zagościł stereotyp archeologa i awanturnika ala Jones, z kapeluszem , rozpiętą koszulą i biczem(sic).
Poszukiwacze zaginionej arki odnieśli duży sukces. Następnie zagościliśmy w Świątyni Zagłady, niestety już nie tak zaskakującej. Przyszło pare lat posuchy, Spielberg chwilowo odsunął serię z Harrisonem Fordem na boczny tor. Na całe szczęście dla nas i dla reżysera chęć odświeżenia serii przyszła w idealnym momencie.
Czemu Ostatnia Krucjata jest wg mnie najlepszym z "Jonesowych " filmów? Czwarta część pt. "Królestwo kryształowej czaszki" jest dla mnie niestety słabsza niż chociażby pierwowzór i stąd wolę określenie trylogia, tak jakby ostatniej części nie było. Rozwija też wiele pomijanych wcześniej wątków, wprowadza pare nowych, potrafi je dobrze zawiązać i pozostawić bez zbyt dużej ilości pytań po finałowej scenie.
Pełna pościgów , dobrze budowanego napięcia, z odpowiednią zagadką w tle. Po prostu bardzo dobra. Mieszanka charakterów w postaci Seana Connerego i Harrisona Forda jest odpowiednio wybuchowa i co najważniejsze jest dobrze wykorzystana . Nie czuje się ,że postać ojca Indiany jest dodana na siłę, lub w wyniku skoku na kasę. To ważne.
Trochę żałuję, że takich filmów się już nie kręci. Raz myślałem czy co można by podpiąć pod odpowiednik kina przygodowego w dzisiejszym kinie. Po długim namyśle najbliżej była seria o Transformersach ale nawet mnie śmieszy to porównanie. To nie ta klasa, nie ta fabuła, i nie ta gra aktorska. Oczywiście, filmy Micheala Baya nie są złe, sam je bardzo lubię. Ale jakbym miał podsumować 3 ostatnie jego filmy to byłoby to : wybuchy, komandosi, roboty, samochody(koniecznie dużo product placement), modelki Victoria' Secret. Nastolatkom w XXI wieku wg Hollywood nic więcej nie potrzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz